Ogromna fala oburzenia przetacza się przez polski internet po opublikowaniu oficjalnego raportu dotyczącego struktury wypłat najwyższych świadczeń w naszym kraju. Dane, które dotąd były głęboko skrywane w bazach danych ZUS, ujrzały światło dzienne dzięki determinacji niezależnych dziennikarzy śledczych. Rzeczywistość okazała się o wiele bardziej porażająca, niż przypuszczano. Podczas gdy średnia krajowa emerytura ledwo pozwala na opłacenie czynszu i podstawowych zakupów spożywczych, wąska elita złożona z byłych ministrów, posłów, prezesów państwowych spółek oraz uprzywilejowanych celebrytów pobiera co miesiąc z państwowej kasy kwoty sięgające kilkudziesięciu tysięcy złotych.

Społeczeństwo czuje się głęboko oszukane, ponieważ obecny system emerytalny w Polsce miał opierać się na świętej zasadzie solidarności i sprawiedliwości społecznej. Tymczasem mechanizmy prawne zostały skonstruowane w taki sposób, aby tzw. „klasa polityczna” mogła liczyć na specjalne traktowanie i gigantyczne odprawy, niedostępne dla zwykłego robotnika, nauczyciela czy urzędnika niskiego szczebla. Co gorsza, fundusz przeznaczony na obsługę tych luksusowych świadczeń dla wybranych rósł w zastraszającym tempie, pochłaniając lwią część środków, które mogłyby zostać przeznaczone na podniesienie minimalnej emerytury dla setek tysięcy najuboższych Polaków.

Niezadowolenie społeczne rośnie z każdą godziną, a na forach internetowych wrze. Ludzie w wieku 45-60 lat, którzy zbliżają się do wieku emerytalnego, wprost piszą o utracie wiary w jakiekolwiek instytucje państwowe. Dlaczego człowiek, który spędził 40 lat na ciężkiej pracy fizycznej, traktowany jest przez system jak obywatel drugiej kategorii? Rządzący milczą lub próbują odwrócić uwagę opinii publicznej tematami zastępczymi, odmawiając komentarza w tej sprawie. Pełna, nieocenzurowana lista nazwisk wraz z precyzyjnymi kwotami, które co miesiąc trafiają na konta bankowe prominentnych działaczy, wyciekła do sieci, wywołując potężny wstrząs w mniejszych miastach i powiatach całej Polski.